czwartek, 19 listopada 2015

Salve Rzym - podniosła historia przeplatająca się z codziennością

Rzym to jedno z niewielu miast na świecie budzących taki szacunek, zachwyt i podziw odwiedzających. To miast z niesamowitą historią, bogatą architekturą ze starożytnymi budowlami, starożytnymi światyniami znanymi na całym świecie, a także pięknymi placami, fontannami, ogrodami. To wszystko dostępne jest dla turystów spacerujących wąskimi, romantycznymi uliczkami Wiecznego Miasta.
Wyjazd do Rzymu był w planach od wyjazdu do Barcelony. I ciągle nie było okazji, aby tam dotrzeć. W maju 2014 r. zostałam wysłana na kilkudniowy przymusowy urlop, więc szybko wyszukaliśmy bilety i mimo mało korzystnej ceny postanowiliśmy wybrać się w końcu do Rzymu. 


Naszą podróż rozpoczęliśmy na Lotnisku Ławica, skąd wylatywaliśmy na Lotnisko Ciampino. 
Przed wyjazdem kupiliśmy bilety na bus Terravision (klik), który dowiózł nas z lotniska do przystanku Roma Termini. Bilet kosztował 10 euro/2 strony. Dworzec Termini jest głównym węzłem komunikacyjnym Rzymu, więc bez problemu stamtąd można dostać się do innych części miasta. 
Jeśli chodzi o komunikację miejską, to zakupiliśmy w automacie 3 dniowy bilet za 16,5 euro. 
Podczas planowania wyjazdu największy problem sprawiło nam poszukiwanie noclegu. Jak się okazało maj jest w Rzymie dość popularnym miesiącem turystycznym i początkiem sezonu, poza tym decyzję o wyjeździe podjęliśmy 3 tygodnie wcześniej i dużo miejsc polecanych było już zajętych. Po kilkudniowych poszukiwaniach noclegowych trafiłam przypadkiem na stronę Travelbedder i za całkiem dobrą cenę zarezerwowaliśmy tam 'Mieszkanie Pani Mariny'. Travelbedder ogarnia Polka - Ola, która bardzo dobrze doradza i służy pomocą przed wyjazdem jak i w trakcie. Także serdecznie polecam :) 

Późnym wieczorem ze stacji Termini dotarliśmy metrem na stację Furio Camillo, skąd już mieliśmy kawałek do naszego mieszkanka, w którym czekał na nas sympatyczny właściciel. 
Zmęczeni poszliśmy spać. 

Dzień pierwszy

W Rzymie mieliśmy 4 pełne dni, więc pierwszego dnia postanowiliśmy na luzie pozwiedzać. Oczywiście rano obudził nas deszcz. Tak, to tylko nam się mogło zdarzyć - przecież gdziekolwiek jesteśmy trafiamy na deszcz :D 

Widok z naszego balkonu


Jednak skoro już jesteśmy w Rzymie, przecież nie będziemy siedzieć w domu. Wsiedliśmy w metro i dojechaliśmy na stację Flaminio by zacząć zwiedzanie od Piazza del Popolo. Jeśli oglądaliście lub czytaliście 'Anioły i Demony' to pewnie skojarzycie to miejsce. Swoją drogą warto zajrzeć w tę lekturę przed wyjazdem do Rzymu ;)

Bazylika Santa Maria del Popolo

Z Placu Popoloruszamy prosto na Via del Corso, czyli centralną ulicę starożytnej części Rzymu o długości ponad 1,5km. 
Via del Corso

Deszcz cały czas padał, nam na nieszczęście rozładowywała się bateria w aparacie, więc zdjęć jest bardzo mało, ale na szczęście jeszcze wrócimy w te miejsca ;)
Odbijając z Via del Corso można bez problemu dotrzeć do Schodów Hiszpańskich, na których tego dnia było bardzo tłumnie. Dalej idąc dochodzimy też do Fontanny Di Trevi, obok której jemy pyszne lody i kawałek pizzy.




Schody Hiszpańskie
Fontanna di Trevi

Spod fontanny znów wracamy na Via del Corso by dotrzeć do Placu Weneckiego, czyli jednego z najważniejszych punktów miasta, głównie za sprawa znajdującego się na nim Ołtarza Ojczyzny. Ołtarz Ojczyzny to duża budowla z marmuru, dominująca nad Place Weneckim. Jest to pomnik króla Wiktora Emanuela II i Grób Nieznanego Żołnierza. Został on zbudowany dla uczczenia zjednoczenia Włoch.

Ołtarz Ojczyzny
Z Placu Weneckiego odbiliśmy w lewo i dotarliśmy do Forum Trajana, Augusta i Cezara.




Stąd już było kilka kroków do Koloseum. Zastanawialiśmy się czy tego dnia go zwiedzić, jednak rozładowany aparat nas powstrzymał. Mimo to postanowiliśmy spędzić kilka chwil w tym historycznym miejscu, obserwując ludzi i najzwyczajniej odpoczywając. Spod Koloseum udaliśmy się do naszego mieszkanka, aby naładować akumulatory nie tylko w aparacie.


Pierwszego dnia natknęliśmy się jeśli chodzi o jedzenie - weszliśmy do knajpki, przed która napisane było 'danie dnia' za ileś tam euro. Nie polecamy tego robić, gdyż dostaliśmy wstrętną i mikro porcję makaronu - 3 rurki canelloni. Drugi raz natknęliśmy się wieczorem kiedy poszliśmy na pizze do pizzerii koło naszego mieszkania i zamówiliśmy pizzę Napoli i Peperoni. Ta po lewej stronie to Napoli, nawet na sam wygląd nie zachęca, a nie byliśmy świadomi, że jest ona z anchois. 


W naszej dzielnicy w ten weekend odbywał się też jakiś targ odpustowy, więc mieliśmy okazję pozwiedzać straganiki z różnymi przysmakami w rytmie włoskich dźwięków.







Dzień drugi

Drugiego dnia zaplanowaliśmy zwiedzanie w pierwszej kolejności Koloseum. I na wstępie uprzedzam - jeśli planujecie jechać do Rzymu i wchodzić do Koloseum kupcie bilety przez internet. Ja przez moment o tym myślałam, jednak gdzieś umknęło i gdy w sobotę (tak sobotę!) rano stanęliśmy pod Koloseum myślałam, że się rozpłaczę, gdyż kolejka nie miała końca. A ja nienawidzę z całego serca kolejek ;) Mimo to nie poddałam się, chociaż staliśmy myślę, że nie mniej niż godzinę. Bilet wstępu do Koloseum to koszt ok. 20 euro, w tej cenie mamy też wejście na Palatyn i Forum Romanum. 




Wrażenia z Koloseum? Ogromna budowla, a właściwie jej pozostałości... Dużo kamienia. Będąc tam chciałoby się poczuć atmosferę czasów antycznych, kiedy to był świadectwem Imperium Rzymskiego. Teraz moim zdaniem jest to miejsce tak bardzo skomercjalizowane, tak pełne turystów, że traci urok. Wiadomo, być w Rzymie i nie zwiedzić Koloseum, to jak być w Egipcie i nie zobaczyć piramid. Jednak osobiście, stwierdzam, że jeśli ktoś nie jest jakoś bardzo historycznie nastawiony, może sobie wejście do środka odpuścić i pooglądać jedynie fotki z wnętrza ;) Plus był taki, że ze środka rozpościerał się bardzo ładny widok na Forum Romanum i Palatyn.









Z Koloseum poszliśmy w stronę Forum Romanum i Palatynu. Szczerze mówiąc, czuliśmy się trochę przytłoczeni tą dawką historii jaką nam Rzym zaserwował, więc odpuściliśmy sobie czytanie przewodnika i szliśmy po prostu oglądając otaczający nas świat. Zostawiliśmy jedynie mapę, żeby się nie zgubić.















Przeszliśmy przez Forum Romanum i Palatyn i znaleźliśmy się znów przy Ołtarzu Ojczyzny.



Pokręciliśmy się trochę po tamtych okolicach i stwierdziliśmy, że skoro wczorajszy obiad 'na mieście' tak nas zawiódł to wracamy do mieszkania. Po drodze zahaczyliśmy o market, kupiliśmy makaron i pesto i sami zrobiliśmy obiad, trochę posiedzieliśmy na naszym sympatycznym balkoniku (ach te balkoniki) i ruszyliśmy na wieczorny spacer po Rzymie.

Metrem dojechaliśmy na Plac Hiszpański. Była ładniejsza pogoda niż dzień wcześniej więc można było spokojnie pochodzić aż do późnego wieczoru.




Spod Schodów Hiszpańskich ruszyliśmy w stronę Panteonu. Panteon to majestatyczna świątynia, a jednocześnie najlepiej zachowany zabytek Rzymu i Europy, wzniesiona ku czci najważniejszych rzymskich bóstw. Fakt, tu było czuć taką podniosłą atmosferę, było jakoś inaczej, ważniej. 





Panteon mieści się na małym placyku Piazza della Rotonda, na którym znajduje się pełno restauracyjek, kawiarni i uroczych knajpek, z których można podziwiać ten niesamowity zabytek. 
Postanowiliśmy więc wejść w jedną z uliczek prowadzących do tego miejsca. Wreszcie można było poczuć urok Rzymu, Włoch... śmiech, gwar na uliczkach, ludzie siedzą, rozmawiają. Ach taki przyjemny wieczór:)
Z Panteonu dotarliśmy znów do Fontanny Di Trevi, która pięknie wyglądała w wieczornym blasku.


Jeśli chcesz by Rzym robił na Tobie wrażenie, zwiedzaj go wieczorem...

Rzym to miasto pełne turystów ogarniętych podniosłością historycznych miejsc, a jednocześnie przeplatające się z życiem codziennym mieszkańców, którzy żyją w otoczeniu tej historii nie zwracając już na nią uwagi, poświęcając się swoim obowiązkom. W końcu Rzym to prawie czteromilionowa aglomeracja, główne miasto Włoch,  a jednocześnie ta stykająca się z codziennością niesamowita historia.

W okresie kiedy byliśmy był tłum turystów - byli dosłownie wszędzie i zabierali urok miastu. Wiem, byliśmy też jednymi z tych turystów, jednak chciałoby się to miasto kontemplować, na spokojnie podziwiać, chłonąc urok i dostojność. Uwielbiam gubić się w pustych uliczkach miast, a tu niestety nie było takiej możliwości. A szkoda. Metro zapchane różnymi narodowościami, nawet nie wiem ilu faktycznie Rzymian widzieliśmy, gdyż przeplatały się najróżniejsze kolory skóry i języki. A co najzabawniejsze - wszyscy grali w Candy Crush Saga na swoich smartfonach, znacie?:)

I do tego ten wszędobylski bałagan. W starożytnej części go nie widać, jednak odchodząc kawałek dalej wszędzie widać śmieci. Śmietniki, których dawno nikt nie wywoził walają się po ulicach, tworząc nieprzyjemny zapach. Mieszkalne części Rzymu nie dają odczuć, że jesteśmy w pięknym, pełnym historii mieście. I tu kolejny zawód i pytanie, które pojawia się w głowie - czy tak trudno zadbać o porządek na ulicach tak bardzo turystycznego miasta?

Koniec tej części naszego Rzymu, w drugiej zabierzemy Was do Watykanu i nad morze do Lido di Ostia, ale... jeszcze wrócimy na uliczki Rzymu, również wieczorową porą :)