poniedziałek, 9 listopada 2015

Jeden dzień wokół Teneryfy - Teide, Masca, Garachico

 Na Teneryfie poznaliśmy dwie sympatyczne pary, z którymi postanowiliśmy wynająć auto i wybrać się na wycieczkę wokół wyspy. W okolicznej wypożyczalni wzięliśmy 6 osobowe auto i zaplanowaliśmy sobie trasę na wulkan Teide, do La Orotavy, Masci oraz chcieliśmy też zobaczyć Drago Milenario, czyli Smocze Drzewo. Samochód na jeden dzień kosztował 63 euro, więc dzieląc koszty na tyle osób nie wyszło zbyt drogo :) 

Wulkan Teide ponad chmurami



Na początek chcielibyśmy przedstawić Wam jaką mniej więcej trasę pokonaliśmy w ciągu jednego dnia. I wyobraźcie sobie, że to tylko ok. 250km. 


Wulkan Pico del Teide
Naszą wyprawę rozpoczęliśmy wczesnym rankiem z bardzo dobrym humorem. W pierwszej kolejności postanowiliśmy dotrzeć na wulkan Teide.
Pico del Teide jest szczytem wulkanicznym i jednocześnie najwyższym szczytem Hiszpanii (3718 m. n. p. m.). Wg. legend Teide był niczym Olimp dla Greków siedzibą bogów i świętą górą Guanczanów. Widoki na trasie bardzo się zmieniały w zależności od wysokości. Na samym dole było bardzo zielono i kolorowo, a mi wyżej tym bardziej pochmurno i szaro. Czuliśmy się jakbyśmy zmieniali pory roku podczas jednej jazdy. Pogoda zmieniała się momentalnie i w jednym momencie mogło świecić słońce by za chwilę zrobiła się mgła i deszcz. 












Na sam szczyt można się dostać tylko pieszo, a na wysokość 3555 m. n. p. m. kursuje kolejka Teleferico. Wagonik jedzie do góry 1200 m. na dystansie 2,5 km i zajmuje to 8 min. Widoki niezapomniane, ale strach w oczach lekki też był. Koszt wjazdu 25 euro w dwie strony.

Widok z wagonika kolejki Teleferico del Teide.



Na sam szczyt nie weszliśmy, jedynie na taras widokowy La Rambleta. Nie spodziewaliśmy się też, że będzie aż tak zimno. W przewodniku było napisane żeby się ciepło ubrać, ale wydawało nam się, że skoro na dole jest ponad 30 stopni to na górze chyba nie zamarzniemy. Jednak ja w krótkich spodenkach zamarzałam. Zrobiliśmy więc zdjęcia, wsiedliśmy w kolejkę jadącą w dół i udaliśmy się w dalszą trasę.



Szczyt Pico del Teide widziany z tarasu widokowego La Rambleta.



La Laguna

Kolejnym punktem naszego zwiedzania była La Laguna na północy wyspy. Słyszeliśmy wcześniej same pozytywne opinie o tej miejscowości, więc postanowiliśmy sami to sprawdzić. Gdy wjechaliśmy do La Laguny zdziwiła nas pogoda - było zimno, wilgotno i nieprzyjemnie. Czytaliśmy, że północ wyspy jest chłodniejsza, ale żeby aż taka różnica? W górach było to oczywiste ale tutaj?
Obeszliśmy spacerkiem miejscowość, która nie zrobiła niestety na nas żadnego większego wrażenia. Ot, takie senne małe miasteczko. 





Ciekawe obrazki mają na murach ;)





Miało być bardzo kanaryjsko, a dla nas było trochę nijak, więc pora jechać dalej.

La Orotava
La Orotava jest przez wielu uznawana za najpiękniejsze miasto Teneryfy. Ciężko nam się wypowiadać na ten temat, ponieważ tego dnia trafiliśmy na szare, senne miasteczko. Tak, znów senne! La Orotava jest miejscem, które się podziwia, w którym trzeba doceniać małe rzeczy. I tak właśnie też robiliśmy, gdy dotarliśmy do Ogrodów Wiktorii i co jakiś czas przebłyskiwało słońce. Z ogrodów tych widać panoramę miasta. Na pewno w słońcu byłby to piękny widok.













Icod de los Vinos
Miasteczko to było dla nas celem z powodu Drago Milenario - Drzewa Smoczego, które w otoczeniu winnic rośnie w ogrodzie botanicznym. Jest to 15m dracena z obwodem ok 6m. Drzewo to ma bardzo poplątane gałęzie, a na końcach podłużne liście. Sok z drzewa nazywany jest smoczą krwią, ponieważ przy kontakcie z powietrzem zmienia kolor na czerwony.


Drago Milenario


Smocze Drzewo było na liście naszych 'must see' na Teneryfie. Jednak po zobaczeniu go z odległości stwierdziliśmy, że nie będziemy wchodzić do ogrodu by zobaczyć go z bliska ;)

Garachico
Nasza podróż trwała już kilka godzin, więc powoli robiliśmy się głodni. Planowaliśmy jechać już w stronę wąwozu Masca, ale zaciekawiła nas w przewodniku miejscowość Garachico. I nie żałujemy! Wreszcie poczułam się jak w kanaryjskim miasteczku pełnym uroku. W pierwszym momencie nie wiedzieliśmy jak wjechać do miasteczka, poza tym szukaliśmy parkingu... Jechaliśmy pod górę, aż naszym oczom ukazał się taki o to widok:





Pięknie prawda? Wreszcie wyszło słońce i mieliśmy wrażenie jakby dookoła nas były wszystkie kolory tęcze z błękitem oceanu na czele.
Zjechaliśmy niżej do miasteczka, znaleźliśmy parking i postanowiliśmy się zatrzymać tutaj na dłuższą chwilę i przy okazji zjeść obiad.







Nie pamiętam knajpki, w której się zatrzymaliśmy, nie pamiętam też co jedliśmy, ale było smacznie, kanaryjsko i przyjemnie. Jeśli ktoś się wybiera na Teneryfę, to proponuję nie zapomnieć zwiedzić tego pięknego miasteczka!

Przylądek Punta de Teno
Przewodnik nas straszył, że drogą na Punta de Teno można jechać jedynie na własną odpowiedzialność, że droga jest kręta, przy urywiskach i kamienie mogą spadać ze skał. Pomyśleliśmy, że raz się żyje i skoro już tyle objechaliśmy to dotrzemy i tam.
Droga faktycznie prowadziła stromym zboczem i momentami mieliśmy wrażenie, że ledwo trzymamy się góry i wisimy nad oceanem.









Z całego serca podziwiałam kierowcę, ponieważ były chwilę, że żadne z nas się nie odzywało ze strachu. Mimo tego, przewodnik nas oszukał bo żadne kamienie nie spadały ze skał ;)
Gdy dojechaliśmy na przylądek, nasz trud został wynagrodzony znów pięknymi widokami. I jak się okazało śmiałków takich jak my, którzy pokonali tę trasę było więcej. Błękit wody na tle pomarańczowych skał aż raził po oczach. Takiego koloru wody nie widzieliśmy jeszcze nigdzie.



Faro de Teno


Skały po lewej stronie to przedłużenie Los Gigantes o których pisaliśmy tutaj.

Warto zobaczyć to miejsce :)

Masca
Miejscowość Masca położona jest w Parku Krajobrazowym Teno na północnym zachodzie Teneryfy. Jest to obok wulkanu Teide najpopularniejsze miejsce na Teneryfie. Najłatwiej dojechać tam wynajętym samochodem jak my, jednak mijanie się z autokarami po wąskich i bardzo krętych drogach nie stanowi przyjemności, ale da się to zrobić. Wiele osób wybiera też pieszy szlak wąwozem Barranco de Masca. Widoki na trasie przyprawiają o zawroty głowy i szybsze bicie serca. Sama miejscowość Maska to malutka wioska położona wśród gór Teno.








Nasz trasa powoli dobiegała końca, gdyż byliśmy bardzo zmęczeni i głodni, a kierowca nam już marudził. Na szczęście z Masci do hotelu mieliśmy już blisko. Gdybyśmy od rana wybrali się do Masci, poźniej na Teide to nie jestem pewna, czy tyle byśmy zobaczyli, gdyż te dwie trasy należały do najbardziej męczących i wymagających.
Pora na drinka w hotelowym barze ;)

Ta część naszej podróży jest drugą z trzech części o Teneryfie. Jeśli chcesz poznać poprzednią o Puerto de Santiago i klifach Los Gigantes to zapraszamy tutaj