piątek, 6 listopada 2015

Cypryjska zima pod palmami - tydzień w Larnace

W styczniu 2013r. mieliśmy w planach wyjechać gdzieś gdzie ciepło. Pewnie najlepiej by było lecieć do Egiptu, jednak jak się okazało mój pies zjadł mi paszport :D i taka opcja nie wchodziła w grę. Na ratunek przyszło nam niezawodne last minute i kupiliśmy tygodniowe wakacje na Cyprze z HB za 799zł! Jak już pisaliśmy, kochamy last minute. Na szczęście mamy też ten plus, że nasza przyjaciółka pracuje w biurze podróży :)


Lecieliśmy z Warszawy do Pafos, stamtąd przetransportowano nas do Larnaki. W Larnace byliśmy wieczorem i zdecydowanie przyjemne było uczucie, że nie musimy mieć zimowej kurtki, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że było ciepło, tak jak się tego spodziewaliśmy. 
W hotelu czekała na nas jeszcze kolacja, ale o jedzeniu i hotelu opowiem później. 
Poszliśmy do jakiegoś najbliższego sklepiku po coś do picia i co nas zaskoczyło? Sprzedano nam coca-colę z polską etykietą :)


Zwiedzanie okolicy rozpoczęliśmy następnego dnia. Za oknem świeciło słońce i wydawało się, że pogoda jak najbardziej ok. Myślę, że było ok. 17 stopni, co przy -10 w Polsce było zdecydowaną różnicą. Koło południa w słońcu bez problemu mogłabym się położyć i opalać:) 

Hotel od plaży dzieliła jedynie ulica i wyglądała ona tak:


Budynek z flamingiem to nasz hotel: 


Plaża może nie było najładniejsza z możliwych, ale pewnie w lecie jest to całkiem ładnie :)
Spacerkiem doszliśmy do centrum Larnaki, deptaka Finikoudes oraz mariny. 





Widać było jeszcze resztki świątecznych akcentów, a poza tym był to 6 stycznia, czyli Święto Trzech Króli, które tam hucznie obchodzono i trafiliśmy na paradę. 












Mieliśmy przewodnik i tak sobie spacerowaliśmy uliczkami Larnaki. Atrakcjami były głównie kościoły wg przewodnika.











I tak sobie chodziliśmy, aż dotarliśmy do Słonego Jeziora, które jest położone pomiędzy lotniskiem a Larnaką. Jezioro to latem jest suche, a zimą napełnia się wodą. Jest też siedliskiem wielu gatunków ptaków w tym flamingów, które zawsze chciałam zobaczyć w naturalnej scenerii.





Jak widać pogoda się pogorszyła, zaszło słońce więc była pora wracać do hotelu. Tylko którędy?:) 

Kolejnego dnia wybraliśmy się z kolei  na drugą stronę jeziora do meczetu Hala Sultan Tekke. Meczet ten jest jednym z najświętszych obiektów muzułamańskich i co roku przybywają do niego pielgrzymki. Droga do tego miejsca się dłużyła okropnie, zwłaszcza, że tego dnia było naprawdę zimno na dworze. Założyłam nawet moje botki w których przyleciałam, sweter i kurtkę. Jakbym miała rękawiczki to nie odmówiłabym ich założenia. 
Wokół meczetu było też pełno kotów więc zostały uwiecznione na zdjęciach. 












I reszta zdjęć z kolejnego spaceru uliczkami Larnaki.










Nie zabrakło oczywiście zwiedzania wg. Piotrka, czyli poszukiwania siedziby klubu AEK Larnaca.