niedziela, 29 listopada 2015

Za darmo umarło, czyli witamy na tureckim bazarze

Typowe tureckie życie toczy się na bazarach, które są nieodłącznym elementem tureckiego świata. To tam Turcy pokazują swoje prawdziwe oblicze, przekrzykują się, rzucają komplementy, obniżają ceny, targują się na wszystkie możliwe sposoby - wszystko aby sprzedać swój produkt. Jak wiadomo też produkty te są różnej jakości, czasem można kupić nawet 'podróbę', która jest całkiem dobrze wykonana, a czasem są to rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Jedno jest pewne, będąc w Turcji, trzeba trafić na jakiś bazar, aby posmakować tureckiej kultury. My mieliśmy okazję odwiedzić dwa okoliczne bazary - w Bodrum i Turgutreis


Bodrum
Nie ma co ukrywać, nasze leżenie przy hotelowym basenie szybko nas nudziło, więc już drugiego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do Bodrum. Pod naszym hotelem bez problemu można było złapać autobusik do Bodrum, jedynie trzeba było na niego poczekać, bo przecież niewiadomo było kiedy przyjedzie :)
Bodrum bywa nazywane tureckim St. Tropez. W porcie, obok tradycyjnych, tureckich Guletów, cumują jachty żaglowe i motorowe z całego świata. W staromiejskich uliczkach kryje się mnóstwo restauracji, barów, dyskotek oraz wiele najróżniejszych sklepów. Panująca tu atmosfera jest naprawdę wyjątkowa. Artyści, rdzenni mieszkańcy i turyści z całego świata nadają miastu niepowtarzalny nastrój. Bodrum to klasyczny kurort turystyczny, jednak w samym mieście nie natrafimy na piękne piaszczyste plaże. 
My wybraliśmy się na mały spacer po Bodrum, do popularnego portu i chcieliśmy też trafić na popularny bazar. 







 





Chodziliśmy uliczkami nieświadomi, że te sklepiki, które mijamy to jest właśnie targ. Zdziwienie nasze było olbrzymie, gdyż szukaliśmy typowego targowiska, jakie znamy nawet z polskich ryneczków. Okazało się jednak, że w Bodrum targ odbywa się w inny sposób. Oczywiście największą popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju Lacosty, Hilfigery, Chanele, Diory, Hugo Bossy i inne tego typu podróbki. O dziwo, sklepikarze całkiem kulturalni, nie rzucają się bardzo na turystów i nie wciskają wszystkiego co popadnie. Gdzieniegdzie można usłyszeć 'taniej niż w biedronka' i tylko tyle tureckich atrakcji. Więc można też spokojnie pooglądać wszystko dookoła. Poza ciuchami widzieliśmy też sporo przypraw, trochę owoców, warzyw. 








Będąc w Bodrum wybraliśmy się też na turecki kebab i ostrzegamy wszystkich, że jeśli gdzieś nie ma cen, to albo spytajcie ile będzie kosztował, albo idźcie tam gdzie jest menu. My usiedliśmy w jednej z knajpek, zamówiliśmy po kebabie w tortilli i piwku i jak dostaliśmy rachunek to trochę nam było smutno... Taniej można zjeść kebab w Polsce! Za te 2 kebaby i piwa zapłaciliśmy ponad 20 euro:)




Zaskoczeni targiem i najdroższym kebabem w naszej historii wróciliśmy do hotelu i postanowiliśmy, że wybierzemy się jeszcze na sobotni targ w Turgutreis. 

Turgutreis

Jak już wcześniej pisaliśmy, z naszego hotelu do Turgutreis mieliśmy kilka kilometrów, dlatego też wybraliśmy się tam 2 razy. Za pierwszym razem postanowiliśmy odwiedzić sobotni bazar, by zobaczyć, czy znów trafimy na podobny jak w Bodrum. 
Gdy dolmusz dojechał na plac w okolicy bazaru od razu okazało się, że jednak jest tu trochę inaczej. Tłum turystów przeplatał się z turkami, którzy wybrali się na zakupu. Krzyk, wrzawa, kolory. 
Ledwo przekroczyliśmy próg bazaru i tureccy straganiarze usłyszeli polski, zaczęli krzyczeć: taniej niż w biedronka, dobra skóra z kangura, za darmo umarło, dobra dobra zupa z bobra i różne inne rymowanki, których nauczyli ich Polacy :)  W Turgutreis jest typowy bazar, taki jak sobie wyobrażamy. Jeśli ktoś wybiera się gdzieś w te okolice, to jeśli ma wybierać zakupowe miejsce, polecamy właśnie Turgutreis. 
Szliśmy przez ten bazar trochę oszołomieni tłumem i krzykami, co kawałek było widać jakieś turystki przymierzające np. kurtki czy bluzy i od razu radosny okrzyk Turka: och Shakira beautiful! Ewentualnie można było zostać J.Lo:) Pewnie nie jedną turystkę w ten sposób dowartościowali i zachęcili do zakupu. Piotrek przymierzając tshirty usłyszał też, że jest Bradem Pittem ;) 
Ceny na tym bazarze niestety bywają trochę wygórowane, zwłaszcza, że np. niemieccy turyści szastają swoją kasą i niechętnie się targują podnosząc w ten sposób innym ceny. Będąc też na tym bazarze uważajcie na zbyt ostre targowanie się, bo byliśmy świadkiem, jak jedna turystka została opluta... Kulturka :)



Gdy wyszliśmy z bazaru, postanowiliśmy jeszcze pochodzić po Turgutreis i bardzo dobrze zrobiliśmy, gdyż natrafiliśmy na targ typowo warzywno-owocowy. Tu już było spokojniej i bardzo przyjemnie, a kolorowe warzywa,  owoce i przyprawy dodawały uroku temu miejscu





 




 


Poszliśmy jeszcze w stronę plaży, gdzie jest ładna promenada oraz uliczki pełne sklepików i to właśnie tam można trafić na takie same produkty jak na bazarach, ale w lepszych cenach. Wydaje się, że wszyscy turyści zapominają o zwykłych sklepikach, dlatego też w nich turcy chętniej obniżają cen. Jeśli ktoś chce kupić coś okazyjnie to zdecydowanie polecam to miejsce przy plaży. 
Specjalnie nawet tam wróciliśmy na zakupy dzień przed wylotem:)













 




Podsumowując nasze zwiedzanie tureckich bazarów, stwierdzam, że najtaniej było w nadmorskich uliczkach Turgutreis, a jeszcze taniej w sklepiku w naszym hotelu, gdzie ewidentnie był już koniec sezonu. Jest wiele osób, które jeżdżą do Turcji na początku października, na typowy shopping i są bardzo zadowoleni, dla nas jednak ceny nie zwalały z nóg, a jeśli chciało się naprawdę tanio coś kupić trzeba było twardo się targować. Jeśli podawaliśmy cenę zbyt niską zdaniem Turka, to już nawet nas nie przekonywał, tylko odpuszczał sobie taką sprzedaż, co właściwie było fajne. 

Czytaliście pozostałe części naszych tureckich przygód? Jeśli nie to zapraszamy tutaj