środa, 4 listopada 2015

Magiczne Porto

Jeśli jakimś słowem mogę określić Porto, to powiedziałabym, że jest ono magiczne. Ma coś w sobie strasznie wciągającego. Z jednej strony widać wyraźnie stare budynki, wręcz ruiny, przeplatające się z odrobiną nowoczesności.


Po przejściu się Rua de Santa Catarina, gdzie przede wszystkim są sklepiki z najróżniejszymi pierdołami - od pamiątek po markowe butiki, wybraliśmy się zobaczyć chyba jedną z największych atrakcji Porto - most Ponte dom Luis nad rzeką Duoro. Most łączy ze Porto z Vila Nova de Gaia. 








Most oraz cała okolica robi niesamowite wrażenie. Najbardziej zapamiętałam wiszące w oknach pranie, które w tym miejscu komponuje się wręcz idealnie. 

Porto jest też znane ze słynnego wina o nazwie oczywiście Porto i to ono było naszym kolejnym celem ;) Wina te dojrzewają właśnie w Vila Nova de Gaia po drugiej stronie mostu. Tam też na każdym kroku można natrafić na winiarnie, z których najsłynniejsze to Sandeman, Offley, Taylor's, Graham, Ferreira. Zaglądając do każdej z nich można zdegustować win oraz je kupić. Aczkolwiek przed kupowaniem w winiarni ostrzegam, gdyż np Porto Offleya w winiarni kosztowało ok 8 euro a w Pingo Doce, czyli naszej Biedronce połowę mniej. 


My osobiście byliśmy zdecydowani, że zwiedzimy winiarnię Sandemana, ale trafiliśmy też do Offleya i małej winiarni Quevedo Port Vine. Do ostatniej otrzymaliśmy bilet gratis, dzięki wykupionemu wcześniej biletowi na przepłyniecie się stateczkiem po Duoro. I mówiąc szczerze to tam mi najbardziej Porto smakowało :)


W winiarni Sandemana z kolei bardzo fajnie oprowadzają po całej winnicy i opowiadają o produkcji wina. Logo Sandemana też jest widoczne chyba najbardziej ze wszystkich winnic. 




Jak myślicie jaki był kolejny cel? Oczywiście ocean! Wsiedliśmy w metro i dotarliśmy do Playa de Mathosinos. Plaża jest szeroka i jest naprawdę super. Woda niestety była baaaardzo zimna, ale nie wymagajmy za dużo - przecież to w końcu ocean. Słońce mocno świeciło i trzeba przyznać, że troszkę się spaliliśmy na tym portugalskim słoneczku. 



Poza tym podczas naszego pobytu w Porto zwiedziliśmy oceanarium. Bardzo fajna sprawa, zwłaszcza jak się jest z dzieciakami. 

Dla Piotrka oczywiście pierwszym i najważniejszym miejscem jakie chciał zobaczyć był Estadio de Dragao, czyli stadion FC Porto. To taka atrakcja typowo dla kibiców, ale jak zwiedzać to zdecydowanie wszystko :) O dziwo, do stadionu prowadzi większość linii metra, więc to chyba popularne miejsce w Porto. Nie weszliśmy na stadion, ponieważ samo wejście kosztowało 7 euro, ale nie można było robić zdjęć, co zaważyło o decyzji.




Na zdjęciach widać tutaj tę przewrotną pogodę w tym mieście :)

Jeśli ktoś jedzie do Porto na krótko np. tylko na weekend to naprawdę polecam przejażdżkę jednym z turystycznych autobusów. My wybraliśmy poniższy Blue Bus i ani przez chwilę nie żałujemy, bo za 10 euro od osoby zwiedziliśmy najważniejsze miejsca w mieście, mogliśmy wysiadać i wsiadać na przystankach. 


Autobus ma też bardzo fajną opcję tzn. audioguide i to w dodatku po polsku. 

Poniżej kilka fotek z tej trasy: 







A tu możecie zobaczyć jak ciasno mają na ulicach ale dają radę. Osobiście nie wyobrażam sobie jeździć autem po tym mieście. 


Podsumowując ten mały skrót o Porto: Chcemy tam wrócić! Dlaczego? Chociażby dlatego, że nie widzieliśmy tego: 


Piotrek nie był jeszcze wtedy na tyle romantyczny, żeby zabrać mnie na wieczorny spacer :D zdecydowanie musi to naprawić w najbliższym czasie.