czwartek, 5 listopada 2015

Rodzinny obiad w Lizbonie

Pewnie nie wybralibyśmy się do Lizbony, gdyby nie to, że mieszka tam Piotrka kuzyn, więc mieliśmy pretekst. Z Porto do stolicy dostaliśmy się pociągiem za ok. 50 euro w dwie strony. W sumie dużo, choć patrząc na nasze pendolino i inne IC to pewnie nawet taniej.
W każdym razie portugalski pociąg jechał ponad 200 km/h, a niektóre widoki za oknem na trasie
zapierały dech w piersiach.



Na dworcu czekał na nas Piotrka kuzyn, który obiecał pokazać najciekawsze miejsca w Lizbonie. Oczywiście w planach musiał być też stadion!:) 
Niestety jakoś tak wyszło, że z Lizbony nie mamy za dużo zdjęć, gdyż mało było czasu żeby to wszystko ogarnąć wzrokiem, a co dopiero aparatem. Może też dlatego, że po tym jak Porto urzekło mnie z całego serca, stolica wydawała się być mniej kolorowa i bardziej nudna. Taka zwykła europejska stolica jakich wiele. Wiem, że zdania są podzielone bardzo często i wiele osób powie, że zdecydowanie bardziej podoba się Lizbona, jednak ja zakochałam się w Porto. 




Ze wszystkiego najbardziej urzekły mnie fioletowe drzewka :) 







Niewątpliwie ciekawym przeżyciem jest obowiązkowa przejażdżka tramwajem nr 28. 
Patrząc z perspektywy stwierdzam, że ten jeden dzień w Lizbonie wystarczył, żeby zobaczyć najważniejsze miejsca i zabytki. Przeszliśmy przez Baixę z Łukiem Triumfalnym i starówką nad rzeką Tag, dotarliśmy na zamek Św. Jerzego, podziwialiśmy Alfamę z punktu widokowego, przejechaliśmy się tramwajem nr 28 obok Katedry, znaleźliśmy jedyną w Portugalii budkę z kebabem (wg, nas jedyną, bo nigdzie indziej nie widzieliśmy)... 
Po zwiedzaniu tej części miasta przyszła pora na rodzinny obiad w Lizbonie. Towarzystwo oczywiście polsko-portugaliskie, gdyż Piotrka kuzyn ma żonę, która jest Portugalką i akurat przyjechali do niej jej rodzice, także było ciekawie :) 
Po obiedzie podjechaliśmy pod stadion Benfici Lisbona, który był oczywiście obowiązkowym punktem dla Piotrka. Dla mnie stadion jak stadion...ale...te orły na stadionie? Tak, wyobraźcie sobie, że stadion ma swoje dwa orły - Glorię i Victorię. I znów przez to stadion zrobił i na mnie wrażenie.


.
Urocze prawda? :)

Ze stadionu postanowiliśmy wsiąść w autobus i dojechać do dzielnicy Belem, gdzie byliśmy umówieni z rodziną na spacer. To okazało się być trudniejsze niż myśleliśmy, gdyż rozkłady autobusowe pokazują godzinę wyjazdu z pierwszego przystanku. Oczywiście dowiedzieliśmy się o tym dopiero później, więc na przystanku trochę się zirytowaliśmy dlaczego są takie opóźnienia:D







Robił się już wieczór, więc musieliśmy uciekać na pociąg i wracać do Porto... :)