piątek, 20 listopada 2015

Od Watykanu po Lido di Ostia oraz reszta rzymskich atrakcji

Jak już pewnie czytaliście, przez pierwsze dwa dni naszego pobytu w Rzymie, skupiliśmy się głownie na starożytnej części tego miasta. Jeśli jednak nie zaglądaliście tam to zachęcam do nadrobienia zaległości <klik>. 
Kolejne dni to: Watykan, Rzym przez dziurkę od klucza, Lido di Ostia, Zamek Św. Anioła i oczywiście...gubienie się w rzymskich uliczkach :)




Dzień Trzeci
Trzeci dzień naszego pobytu postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzanie Watykanu. Tak się złożyło, że była to ostatnia niedziela miesiąca, a Watykan w każdą ostatnią niedzielę daje turystom gratisowe bilety do muzeów. Pewnie gdyby nie ta okazja, w ogóle byśmy odpuścili te muzea, gdyż bilet wstępu kosztuje 16 euro. Nie przewidzieliśmy tylko wcześniej, że tego dnia więcej osób będzie chętnych na zwiedzanie i ustawi się niesamowita kolejka wokół murów Watykanu. Tak, znów kolejka - coś dla mnie:)  I przyznam, że kolejka pod koloseum to był pikuś w porównaniu do tej. Staliśmy w niej pewnie z 2h, na szczęście co kawałek były 'czasoumilacze', czyli Turcy z różnymi pierdołkami, które sobie oglądałam zabijając w ten sposób czas.

Kolejka do Muzeów Watykańskich

Gdy dotarliśmy wreszcie do wejścia do Muzeów, przyznam szczerze, że już nie miałam ochoty na żadne zwiedzanie. Ale skoro już takie poświęcenie zaliczyliśmy to idziemy. 
Muzea Watykańskie należą z całą pewnością do najważniejszych i najbogatszych na świecie. Wchodząc do Muzeów Watykańskich, mamy możliwość też zwiedzenia Ogrodów Watykańskich i oczywiście Kaplicy Sykstyńskiej. Dla zachowania powagi miejsca obowiązuje odpowiedni strój, dlatego też mimo parnego dnia Piotrek ubiera długie spodnie. Niestety nie wszyscy potrafią się zachować i widzimy w kolejce również porozbierane panienki. Bywa.











Wchodząc do Muzeów mieliśmy wrażenie jakbyśmy płynęli z tłumem szalonych turystów. To była taka fala przemieszczająca się w bardzo szybkim tempie. Szczerze mówiąc niewiele pamiętam z tych muzeów, gdyż było mega duszno, pełno ludzi i czułam się jakbym za chwile miała się przewrócić. 
Na koniec oczywiście weszliśmy do Kaplicy Sykstyńskiej. Kaplica ta była osobistą kaplicą papieską, powstałą w XV w. z fundacji papieża Sykstusa IV. Od początku była przeznaczona na najważniejsze uroczystości kościelne. To w niej odbywają się konklawe, czyli wybory papieża. 
Podczas przebywania w kaplicy nie wolno rozmawiać, fotografować, ani filmować. Niestety ludzie nie potrafią tego uszanować. Jest to dla mnie kolejne miejsce w Rzymie, które wymaga ogromnego szacunku, tym bardziej, że to święte miejsce, a jest ono niszczone przez nieodpowiedzialnych ludzi. 
Ale fakt widzieliśmy na żywo znane na całym świecie dzieło Michała Anioła, czyli Sąd Ostateczny i Stworzenie Świata.


Wejście do Muzeów Watykańskich
Straż Papieska

Z Muzeów Watykańskich wybraliśmy się na Plac Świętego Piotra. W planach było wejście do Bazyliki Św. Piotra, jednak kolejna kolejka i kolejny tłum turystów nas skutecznie odstraszył. 
Plac nie robił wrażenia tak dużego jak się to widzi w telewizji. 







Zmęczeni po zwiedzaniu Watykanu, pojechaliśmy do mieszkania trochę odpocząć.
Oczywiście to nie koniec dnia dla nas. Wsiadamy znów w metro, dojeżdżamy do stacji Piramide, czyli jak nazwa wskazuje tuż obok znajduje się Piramida Cestjusza, czyli grobowiec Gajusza Cestiujsza, który akurat jest w remoncie, więc uliczkami idziemy w dół w stronę Tybru.
Gdy docieramy na dół okazuje się, że znajdujemy się poniżej Awentynu, na który planowaliśmy częściowo wejść.
Awentyn jest jednym ze wzgórz na którym zbudowano Rzym. Wzgórze długo uważane było za wyklęte, ponieważ wg. legend bogowie nie zaakceptowali go jako lokalizacji Rzymu. Dziś Awentyn to  dzielnica pełna luksusowych willi i pałaców.
Tybr
 Idziemy wzdłuż Lungotevere Aventino i znajdujemy uliczkę w prawo, ciągnącą się pod górę. Idą tam też inni turyści, więc podążamy za nimi.



Dochodzimy do Parku Giardino Degli Aranci, czyli ogrodu dzikich pomarańczy skąd rozpościera się cudowny widok na miasto.









Idąc kawałek dalej wchodzimy na Piazza del Cavialieri di Malta, czyli mała oaza otoczona murem neoklasycznym, położona na terenie byłego Zakonu Templariuszy.


To na tym placu znajduje się tzw. il Buco di Roma, czyli popularna dziurka od klucza. Nie wierzyłam, że naprawdę istnieje takie miejsce i, że można zobaczyć Rzym przez tę dziurkę. Oczywiście do dziurki kolejka i każdy robi zdjęcia, więc i my musieliśmy to uwiecznić.




Spacerowym krokiem ruszyliśmy w stronę Circo Massimo, natrafiając przypadkiem po drodze na Ogród Różany.


Circo Massimo był najstarszym i największym cyrkiem starożytnego Rzymu. Usytuowany był pomiędzy wzgórzami Palatynu i Awentynu. Tu tutaj organizowano wyścigi rydwanów, a także Juliusz Cezar organizował polowania. Ostatnie igrzyska w tym miejscu odbyły się w 550 r. Obecnie na tym terenie nie widać pozostałości dawnego cyrku, jedynie wzniesienie terenu nad gruzami, pokazuje obszar, który zajmowały zabudowania. 
Usiedliśmy sobie, próbując wyobrazić jak wyglądało to miejsce, kiedy obywały się wyścigi...




Chcieliśmy się jeszcze posnuć uliczkami, więc idąc dalej trafiliśmy na Teatr Marcello, czyli budowlę przypominającą do złudzenia Koloseum. Budynek ten jest nazywany 'Małym Koloseum' i był pierwowzorem w jego budowie.


Na pewien czas odkładamy aparat i cieszymy się chwilą, gubiąc w uliczkach. 
W końcu docieramy do Piazza Navona, pełnego gwaru, otoczonego zewsząd restauracyjkami i znów czujemy ten włoski przyjemny powiew.  Na placu oczywiście rozstawiają się tureccy handlarze, ze swoimi special price for you my friend ;) Co ciekawe handlarze mają wszystko - w momencie, gdy spada mała kropelka deszczu wyciągają niewiadomo gdzie pochowane parasole i zaczynają je sprzedawać znajdując bardzo szybko chętnych. 



Siadamy przy Fontannie Czterech Rzecz wczuwając się w rzymski piękny wieczór, jednak robimy się trochę głodni. Postanawiamy więc dotrzeć pod Panteon gdzie jedliśmy przepyszne lody.



Lody kupowaliśmy w lodziarni Venchi i były to naprawdę najlepsze lody jakie jedliśmy w życiu. Najbardziej utkwił mi w głowie smak monte...mmm...pycha!

Skoro już wieczór należał do tak bardzo udanych, postanowiliśmy znów spróbować coś zjeść. Weszliśmy jednak do restauracji, która nie świeciła na wejściu tabliczką z napisem 'danie dnia'. I to był dobry wybór. Bardzo żałuję, że nie pamiętam nazwy tego miejsca, gdyż jedliśmy tam przepyszną pizzę, oczywiście ja z szynką parmeńską i rukolą.


Zaczął deszcz trochę mocniej padać, stopy bolały niesamowicie, więc pora spać. Między uliczkami trafiliśmy jeszcze na sympatycznego pinokio.


Dzień Czwarty

Po trzech dniach intensywnego zwiedzania Rzymu, stwierdziliśmy, że już naprawdę dużo zobaczyliśmy, więc wybraliśmy się nad morze do Lido di Ostia, czyli nadmorskiej dzielnicy Rzymu. Ostia jest oddalona od Rzymu o ok. 30 km i jest ulubionym miejscem Rzymian na weekendowy odpoczynek. Dojazd do tej miejscowości jest niesamowicie prosty - wystarczy wsiąść do kolejki Roma-Lido di Ostia, która jest częścią rzymskiego metra i wysiąść na ostatniej stacji. 
Na dworcu w Lido di Ostia, ogarnęło nas trochę zamieszanie, gdyż nie wiedzieliśmy w którą stronę iść, jednak w końcu dotarliśmy na plaże. Wzdłuż morza ciągnie się nadmorska promenada i czujemy się jak w typowym turystycznym kurorcie z hotelami przy plaży.







Żałowaliśmy trochę, że nie zabraliśmy strojów kąpielowych, bo pogoda była naprawdę piękna i słoneczna i można było się bez problemu opalać i kąpać. Mimo to, spędziliśmy bardzo fajny i spokojny dzień (no może pół dnia), plażując i relaksując się. Ponadto daliśmy wreszcie odpocząć naszym stopom;)






W drodze powrotnej przypomnieliśmy sobie, że nie widzieliśmy jeszcze Zamku Św. Anioła, a przecież jego nie powinno się pominąć zwiedzając Rzym. Czyli znów ten sam schemat - wróciliśmy do mieszkania, chwila odpoczynku i dalej w trasę. Metrem dojechaliśmy na stację Lepanto i ruszyliśmy w kierunku Zamku Św. Anioła, wykorzystując po drodze słońce, które pięknie oświetlało pobliski Watykan.


Zamek Św. Anioła oraz jego okolice tworzą cudowną panoramę, której faktycznie aż żal pominąć.
Zamek przez setki lat pozostawał najważniejszym punktem obronnym Rzymu - osoba, która posiadała klucze do zamku była władcą miasta. Od IX wieku zamek jest połączony z Watykanem murem obronnym, który ma bronić Bazyliką i całą dzielnicę Borgo Vaticano. W 1277 r. powstał też ukryty korytarz, który miał ułatwić papieżom ucieczkę do fortecy. 








My ostatecznie odpuściliśmy zwiedzanie środka zamku, a w zamian ruszyliśmy jeszcze na chwilę w stronę pięknie oświetlonego słońce Placu Św. Piotra, by zrobić sobie jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć.


Z Watykanu pojechaliśmy na Via del Corso na mały przedwyjazdowy shopping, gdyż w tamtych okolicach jest najwięcej sklepów światowych marek. Jednym z ciekawych sklepów był sklep Disneya, do którego jak weszliśmy, to nie chcieliśmy wyjść...duże dzieci :)


I ostatnim punktem tego dnia było Koloseum. Zabraliśmy ze sobą wino, kupiliśmy pizzę i chcieliśmy ostatni wieczór spędzić romantycznie, jak na Rzym przystało :) Z tej romantyczności Piotrek kupił mi nawet różę od przydrożnego kwiaciarza :) 
Koloseum wieczorem robi niesamowite wrażenie! 





Dzień Piąty - wyjazd

Po południu mieliśmy samolot powrotny do Poznania. Wstaliśmy więc możliwie wcześnie rano, zjedliśmy śniadanko na naszym balkoniku, spakowaliśmy walizki i wymyśliłam, że wybierzemy się jeszcze do Parku Borghese, aby przekoczować bez zbędnego chodzenia z walizkami po mieście.


Widok z naszego balkonu
Widok z naszego balkonu.

Villa Borghese to najbardziej znany park w Rzymie. Znajduje się w nim wiele cennych zabytków, pomników i budowli. Park na pierwszy rzut oka wydawał się być tajemniczy i magiczny, a zarazem bardzo romantyczny. Co fajne - w parku znajdują się mini jeziorka, po których można pływać łódkami. Gdybyśmy byli tu dłużej, pewnie zapewnilibyśmy sobie taką atrakcję.
Nam jednak zostało tylko znaleźć swój kawałek trawy i skupić się na słodkim lenistwie, łapiąc ostatni powiew rzymskiego powietrza.












Z parku dojechaliśmy na dworzec Termini, skąd odjeżdżał nasz bus Terravision na Lotnisko Ciampino.
I to też już niestety koniec naszego pobytu w Wiecznym Mieście.